piątek

Wybrańcy Narodu - Normalni inaczej?

"Debata publiczna, w której słowa "zdrada", "hańba", "zbrodnia", "hitlerowiec", "Mussolini" powoduje, że te epitety też się zużywają. Właściwie powstaje pytanie: jeśli niestety można zwyzywać konkurenta politycznego od najgorszych - i robi się to od wielu miesięcy - to co będzie następne? Jakiego typu narzędzi ci najbardziej radykalni politycy będą chcieli użyć by zrobić wrażenie?" (Donald Tusk)








Pan premier ma krótką pamięć. Wyzwiska i obelgi w świecie polskiej polityki mają dużo dłuższy żywot niż owe "wiele miesięcy" i raczej przodują w ich używaniu politycy Platformy i jej znani zwolennicy.
Donald Tusk już w 2005 roku zaszufladkował swych przeciwników politycznych jako "moherowe berety", a nazwisko Kaczyński stało się celem niewybrednych żartów o "kaczej grypie".
Potem było już z górki.
W dniu 16.02.2007 roku Lech Wałęsa przed kamerami TVN24 wypowiadając się o prezydencie Lechu Kaczyńskim stwierdził: "Durnia mamy za prezydenta". Kilka miesięcy później, na swoim blogu użył jeszcze bardziej dosadnego określenia pod adresem prezydenta Kaczyńskiego: "Jedno tu tylko słowo pasuje: S-syn". Warszawska prokuratura umorzyła wówczas śledztwo, uznając iż do znieważenia nie doszło. Takie samo postanowienie wydała też, gdy Janusz Palikot nazwał prezydenta "chamem", Stefan Niesiołowski "małym zakompleksionym człowieczkiem", a niemiecki "Tageszeitung" opublikował artykuł pt. "Młody polski kartofel. Dranie, które chcą rządzić światem".
Tym bardziej dziwi, więc decyzja prokuratury o wszczęciu śledztwa w sprawie znieważenia obecnego prezydenta i premiera podczas manifestacji na Krakowskim Przedmieściu. Na transparentach znalazły się hasła: "Tusk zdrajco poczujesz zemstę Polaków", a pod wizerunkiem Bronisława Komorowskiego umieszczono napis "zdrajca". Śledztwo wszczęto z urzędu po uprzedniej analizie doniesień medialnych - poinformował prok. Ślepokura. Czyżby warszawscy prokuratorzy nagle odzyskali wzrok i słuch, który postradali w 2007 roku? A może też posługują się nikomu nieznaną logiką, według której "dureń" lub "s...syn" obraźliwym zwrotem nie jest, natomiast "zdrajca" jak najbardziej?

I pewnie dalej mnożyłyby się takie pytania, gdyby nie oświeciła nas pani marszałek Kopacz. Oświadczyła bowiem niedawno, że poseł Niesiołowski miał prawo zareagować emocjonalnie w stosunku do pewnej dziennikarki, gdyż -uwaga - jest legendą "Solidarności"! Teraz analogia do Lecha Wałęsy jest zrozumiała. Panowie Wałęsa i Niesiołowski to legendy. A że Andrzej Lepper taką legendą nie był, to za nazwanie Aleksandra Kwaśniewskiego "największym nierobem w Polsce" został skazany na karę grzywny.

Prawda jakie to proste?

Ostatnio poseł Andrzej Halicki (PO) stwierdził, że Jarosław Kaczyński używa "języka nienawiści", a jego ulubioną lekturą jest "Mein Kampf". Szkoda tylko, że nie powiedział co jest ulubioną lekturą ministra Sikorskiego, który mówił o "dorzynaniu watah". Do dziś pamiętam rozbawioną tym "żartem", minę pani Hanny Gronkiewicz - Waltz. Nie powiedział też, jaka jest ulubiona lektura reżysera Andrzeja Wajdy, który niegdyś na pytanie dziennikarki o stwierdzenie Kaczyńskiego iż "Polską rządzą źli ludzie" odpowiedział mocno poirytowany: "To jest głupol. Powinien się leczyć". Reżyser Wajda to jednak specyficzny przypadek, bo już wiele lat wcześniej, tak wyraził się o nim Zygmunt Kałużyński: "Co zaś dzieje się z Wajdą? Moim zdaniem, stracił talent około roku 76 (ostatni udany film: Człowiek z marmuru), co artystom się zdarza, i może dlatego stara się nadrobić polityką? ("Polityka", 1984).
Obecny prezydent Bronisław Komorowski chyba nie czyta zbyt wiele. Nieczęsto się zdarza, aby głowa państwa w jednym krótkim wpisie do księgi kondolencyjnej popełniła 3 błędy ortograficzne. Ale za to, całkiem dobrze radzi sobie przed mikrofonem i kamerą: "Jeżeli zamach, to powiedziałem: jaka wizyta, taki zamach. No bo z 30 metrów nie trafić w samochód… to trzeba ślepego snajpera". O słynnym "sezonie na kaczki" jego autorstwa nie warto się rozpisywać. Wszak wszyscy wiedzą, że prezydent Komorowski jest zagorzałym myśliwym.
Oto kilka cytatów autorstwa znanych zwolenników Platformy Obywatelskiej.
Michał Figurski: "Mały, niedorozwinięty, głupi człowiek zwany prezydentem Polski Lech Kaczyński"
Jakub Wojewódzki: "Na wypadek gdyby Prezydent się przewrócił, zostawcie go! Niech leży!"
Elżbieta Zapendowska: "Kaczyńskim przegryzłabym aorty".
Tomasz Lis o pośle Mariuszu Kamińskim (PiS): "Ten chłoptaś, chłystek, który wychodzi i obsztorcowuje premiera jak gówniarza. Żałosne to było."
Całkiem niedawno też na antenie radia Koszalin poseł Stanisław Gawłowski (PO) w niezwykle "elokwentny sposób" wyraził swą opinię na temat Piotra Dudy - przewodniczącego "NSZZ Solidarność": "Duda łże jak bura suka."

Wielu ludziom jednak najbardziej zapadły w pamięć słowa Janusza Palikota wypowiedziane w niespełna 3 miesiące po katastrofie w Smoleńsku: "Jarosława Kaczyńskiego trzeba zastrzelić i wypatroszyć. Bronisław Komorowski pójdzie na polowanie na wilki i zastrzelimy Jarosława Kaczyńskiego, wypatroszymy i skórę wystawimy na sprzedaż w Europie."

Na tle tej wypowiedzi, niezwykle ciekawie prezentują się słowa pani marszałek Ewy Kopacz:
"Ja Janusza Palikota znam od lat, znam jego rodzinę, to jest naprawdę przesympatyczny i mądry chłopak, i mądry mężczyzna i mądry polityk."

Pod pewnym artykułem znalazłem za to taki komentarz podpisany nickiem "Uważny czytelnik":
"Pokażcie mi tylko trzy przykłady owego słynnego języka nienawiści Kaczyńskiego. Bo nie mogę ich znaleźć. Za to z głowy wymienię sporo przykładów poniżania i opluwania tego człowieka. Wspomnę tylko o Niesiołowskim i jego nieokiełznanej agresji, zauważę mord polityczny w Łodzi, wskażę na ponury język Hołdysa, paszkwile Wojewódzkiego, przytupasy Bartoszewskiego, Wajdy czy tego reżysera ze Śląska... O biłgorajskim watażce i jego krwawych zapędach za to nie wspomnę z nazwiska. O tym dziennikarzu, co się Polską przejmuje na żywo też nie. Dajcie mi coś na Kaczora, plizzzzzzzzzzzzzzzzzz, bo z tego, że nie ma konta w banku, zrobił zakupy w sklepie, a jego brat pogonił obszczymura i nazwał dziennikarkę małpą w czerwonym, to naprawdę trudno wyhodować z Kaczora jakiegoś potwora."

Najbardziej jednak zdumiewające jest święte oburzenie red. Tomasza Lisa.
Dziennikarz, który pod swoimi rządami uczynił z tygodnika "Newsweek" gazetkę propagandową, apeluje o umiarkowanie w wypowiedziach, puszczając przy tym oko do polityków Platformy. Wszak to właśnie seanse szczucia jednych na drugich zapewniają oglądalność. Z czego żyłby Tomasz Lis gdyby nie kasta polityków, skaczących sobie do gardeł?
Z zapowiadania pogody?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz