piątek

Miała być demokracja, będzie szariat?



Podczas libijskiej wojny głównymi ośrodkami rebeliantów były miasta Benghazi, Misrata, Adjabija i Darna. Co ciekawe, z tych miast wywodzi się najwięcej bojowników Al-Kaidy na całym świecie.





  fot. Pan-African News Wire/flickr





Pod pretekstem obrony ludności cywilnej, urządzono polowanie na przywódcę suwerennego państwa. Jeszcze niedawno temu, cały świat zachodni wychwalał pod niebiosa dyktaturę Kaddafiego za zwalczanie Al-Kaidy i tamowanie napływu imigrantów z innych państw Afryki.  Sprzedawano mu broń, zawierano kontrakty i z wszelkimi honorami należnymi głowie państwa, podejmowano na salonach.  Jego rękę uścisnęli prezydenci Obama i Sarkozy, zapewniając o przyjaźni i współpracy. Jego rękę, jeszcze w marcu 2010 roku ucałował publicznie premier Włoch Silvio Berlusconi. Rok później, z włoskich lotnisk  rozpoczęto naloty na Libię.

Postrzał w walce czy morderstwo?

Film ukazujący ostatnie chwile życia Muammara Kaddafiego obiegł cały świat. Nie zobaczyliśmy oświeconych demokratów i miłośników obrony praw człowieka, lecz tłum religijnych fanatyków z karabinami na piersiach, którym być może obiecano złote góry w zamian za zamordowanie suwerennego władcy. Jeden z "wyzwolicieli" próbuje zrobić karierę w internecie, pokazując w swym profilu zakrwawioną koszulę i sygnet, będące podobno własnością zabitego władcy. Z synem pułkownika -Mutassimem,  obchodzono się łagodniej - zanim strzelono mu w głowę, pozwolono mu napić się wody i wypalić ostatniego papierosa.
Gdy wybuchła rebelia, a Kaddafi w przemówieniach wzywał do walki z Al-Kaidą, niemal wszyscy pukali się w czoło, a czołowe amerykańskie i europejskie stacje telewizyjne prześcigały się w ukazaniu Kaddafiego jako karykaturalnego dyktatora.
Raport z 2007 r. wydany przez Centrum Zwalczania Terroryzmu  przy akademii West Point, nie pozostawia złudzeń. Libia była i jest wylęgarnią Al-Kaidy. Tereny objęte libijską rebelią to  miasta Benghazi, Misrata, Adjabija i Darna. Z tych też miast, według raportu, pochodzi najwięcej bojowników Al.-Kaidy na całym świecie. Na kolejnych miejscach plasują się kolejno: Arabia Saudyjska, Tunezja, Syria, Jemen, Jordania, Algieria i Maroko. Egipt, jako wyjątek potwierdzający regułę, znalazł się na samym końcu.

Libia po rebelii

W niedzielę 23 października bieżącego roku, szef Narodowej Rady Tymczasowej Mustafa Abd al-Dżalil podczas swej płomiennej przemowy zapowiedział budowę nowej Libii, opartej na prawach szariatu. Powstaną nowe banki i wielożeństwo powróci do łask. Według jego słów: „Każdy do tej pory obowiązujący przepis, który sprzeciwiał się prawom szariatu, zostaje zniesiony". Zalecił też rebeliantom nową formę okazywania radości z obalenia rządów pułkownika Kaddafiego. Zamiast strzelania na wiwat w powietrze, należy krzyczeć "Allahu Akbar" (Bóg  jest wielki). Jak na ironię, taki tytuł nosił dotychczasowy libijski hymn narodowy.  
W krajach opartych na prawie szariatu, karą za cudzołóstwo jest ukamienowanie. Za seks przedmałżeński kara stu batów. Karą dla męża za znęcanie się nad rodziną, są zajęcia radzenia sobie z gniewem, albowiem przemoc domowa nie jest uznawana za przestępstwo, a gdyby nawet była, to... zeznanie mężczyzny i tak ma dwukrotnie większy ciężar dowodowy od zeznań kobiety.  Tymczasem, w państwie rządzonym twardą ręką Kaddafiego kobiety posiadały pełnię praw publicznych. Nie musiały zakrywać głów ani twarzy, miały nieograniczony dostęp do uczelni i mogły brać udział w wyborach. Dozwolone były rozwody, a karano poligamię. W tym islamskim państwie, działali chrześcijanie kilku odłamów a nawet buddyści. W Arabii Saudyjskiej, która jest głównym sojusznikiem USA w świecie arabskim, karalne jest samo posiadanie Biblii, a przejście z islamu na chrześcijaństwo podlega karze śmierci.
Jeszcze niedawno temu przedstawiciele Libii zasiadali w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Ta sama rada wyraziła zgodę na zaatakowanie Libii w ramach ochrony ludności cywilnej. Działania krajów NATO daleko wykroczyły poza udzielony mandat. Ostrzelanie konwoju, w którym jechał Kaddafi, zbombardowanie jego domu w Trypolisie, czy też nadajników państwowej stacji telewizyjnej jest zaledwie kroplą w morzu popełnionych przestępstw. To wszystko w imię obrony ludności cywilnej. Amerykańscy i europejscy politycy mówią tymczasem o wielkim dniu zwycięstwa libijskiej demokracji.

Dyktatura Kaddafiego

W 1951 roku Libia plasowała się w czołówce najbiedniejszych państw świata. Muammar Kaddafi dokonał niebywałej sztuki. W kraju o obszarze niemal 6-krotnie większym od Polski, zjednoczył ponad 100 klanów i grup etnicznych, trudniących się zbieraniem złomu pozostawionego na pustyni i z tej wspólnoty stworzył najlepiej prosperujące państwo na kontynencie afrykańskim. Jedyne państwo, które nie posiadało długu publicznego.
Był megalomanem i szaleńcem politycznym, bo każda władza deprawuje. Takich przypadków jest jednak dużo więcej, a prezydentowi Sudanu nie dorastał nawet do pięt. Ten drugi, w odpowiedzi na wystawiony za nim międzynarodowy list gończy z 2009 roku, polecił się pocałować w pewną część ciała. Rok później  zachodni politycy pochwalili demokratyczne wybory prezydenckie w Sudanie oraz wysoką frekwencję. Wygrał je dotychczasowy przywódca Omar al Baszir, oskarżany wcześniej o ludobójstwo.
Plany Kaddafiego dotyczące wprowadzenia nowej waluty (złoty dinar), opartej na parytecie złota i wycofanie się ze światowego systemu finansowego, musiały zakończyć się fiaskiem. Już w 2002 roku libijską propozycję poparły Malezja, Iran i Bahrajn. Rok później przyłączyła się Indonezja i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Rewolucja na rynku finansowym zaczęła nabierać realnych kształtów, a papierowy dolar i euro stałyby się pieniądzem niemal marginalnym. Minęło kilka kolejnych lat, a tu nagle ni z gruszki, ni pietruszki, w krajach arabskich obudziły się idee wolnościowe, a możni liczących się państw Europy Zachodniej i USA, po ponad 40 latach rządów Kaddafiego, zaczęli wyrażać swoje oburzenie łamaniem praw człowieka.

Prawa człowieka

Mówienie o prawach człowieka przez przedstawicieli rządu i samego prezydenta USA można rozpatrywać jedynie jako kpinę z historii. Wystarczy przypomnieć obalenie demokratycznie wybranego prezydenta Gwatemali, długoletnią wojnę w Wietnamie, czy też przeprowadzenie zamachu stanu w Chile.
Podczas trwającej 8 lat wojny iracko-irańskiej, liczba ofiar przekroczyła milion. Ameryka oficjalnie wspierała Irak pod rządami Saddama Husajna. Pieniądz ma jednak magiczną moc, bo rok po wybuchu wojny, dostawami broni wspierali stronę przeciwną. W 1989 roku obalono panamskiego przywódcę  Manuela Noriegę – notabene współpracownika CIA zwalczającego komunizm w Ameryce Łacińskiej. Jego sprzeciw wobec amerykańskich mocodawców - tych samych, którzy wynieśli go do władzy, przypłaciło życiem ok. 3000 cywili.
Wprowadzanie demokracji  w Iraku i Afganistanie to zupełnie inna bajka. W samych działaniach zbrojnych w obydwu krajach zginęło łącznie niemal 2 miliony ludzi.
Afganistan: działania zbrojne - 1,2 miliona ofiar. Po inwazji do tej pory zmarło ponad 2,6 miliona dzieci poniżej 5 roku życia. Roczna śmiertelność w tym przedziale wiekowym stanowi 7%. Dla porównania - w okupowanej ponad 70 lat temu Polsce, ten współczynnik wynosił 4%.
Irak. Ponad 650 tys. zabitych, większość to ludność cywilna. Dane opublikowane przez brytyjski magazyn "Lancet", zawierają  szacunkowe dane jedynie z okresu 2003 - 2006.

Rządy pułkownika Kaddafiego trwały 42 lata.
Na nowoczesną i wolną od obcych wpływów niepodległą Libię,  przyjdzie nam poczekać dużo więcej.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz