poniedziałek

Rozstrzelano "Słońce Karpat"


25 grudnia upływa rocznica śmierci "Słońca Karpat" - dyktatora Nicolae Ceaucescu. Paradoksalnie, zarzewiem rewolucji nie był wszechobecny głód, potworna bieda i brak jakichkolwiek swobód.
















16 grudnia 1989 roku. Wzburzony tłum mniejszości węgierskiej w Timisoarze, stara się uchronić przed eksmisją miejscowego pastora Laszlo Tokesa, oskarżanego przez reżim o propagowanie nienawiści etnicznej. Miejscowi studenci spontanicznie przyłączają się do protestu Węgrów.  Mer miasta próbuje ratować sytuację, obiecując odwołanie nakazu.

Zgromadzeni żądają pisemnego potwierdzenia – mer odmawia.  Protest przybiera na sile, a w momencie pojawienia się pierwszych jednostek policji tłum całkowicie zapomina o pierwotnym celu swego wystąpienia.

W kolejnych dniach jest tylko gorzej. Skandujący "precz z komuną" i "Nie bójcie się, Ceaucescu upadnie", zostają ostrzelani ostrą amunicją. Ginie kilkanaście osób. Sam dyktator przebywa w tym czasie z kurtuazyjną wizytą w Iranie. Wróci dopiero 20 grudnia - pięć dni przed swoją śmiercią.

Rewolucja, choć wtedy chyba nikt z protestujących, nie odważyłby się wypowiedzieć tego słowa, dociera do Bukaresztu. 21 grudnia "Geniusz Karpat" w publicznym wystąpieniu wobec
stutysięcznego  tłumu, obiecuje podwyższenie płac i zasiłków. Zgromadzeni nie wierzą. Odpowiadają okrzykami "śmierć dla kryminalisty". Dyktator wraz z żoną Eleną znika w przestronnym gmachu Komitetu Centralnego. Bunt obejmuje większą część stolicy. Wojsko i policja strzela. Zamieszki trwają do 3 w nocy.

Kolejnego dnia, z samego rana, ludzie ponownie wychodzą na ulice. Radio podaje informację o wprowadzeniu stanu wojennego. Siły porządkowe stają po stronie manifestantów. Na wieść o śmierci ministra obrony, Ceaucescu za namową jednego z generałów, ucieka wraz z żoną helikopterem. Jak na ironię, ten właśnie generał Victor Stanculescu, w tym samym dniu, wybrał grupę ludzi skupionych wokół przyszłego prezydenta Rumunii Iona Iliescu, jako pretendentów do objęcia władzy.

Śmigłowiec dyktatora ląduje niedaleko miejscowości Targoviste. Do tego miasta pierwsza para dociera samochodem. Zadenuncjowani przez inżyniera miejscowej huty, trafiają w ręce wojska.
Wojska, które kilka dni wcześniej strzelało do demonstrantów.

Parodia procesu sądowego pary prezydenckiej, wliczając czas zatrzymania, dowiezienia do "sądu", procesu i samej egzekucji trwała niespełna dwie godziny. Sam proces dyktatora to niespełna dwie minuty. Żona Elena wybiera śmierć wraz z mężem. Sfilmowana egzekucja idzie w świat.

Tutaj znajdziecie wstrząsającą relację człowieka, który był współwykonawcą wyroku.

Równie ciekawa opowieść o kulisach rewolty.

Niespełna rok później bo w 1990 roku, Ion Iliescu, niegdysiejszy poplecznik dyktatora i członek partii komunistycznej, zostanie prezydentem. Będzie nim przez ponad dekadę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz